sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 6

16 Listopad, godzina 12:14


Był piękny słoneczny dzień w Melbourne. Wszyscy obudziliśmy się gdzieś godzinę temu a już łaziliśmy po mieście. Jako jedyna nie chciałam teraz iść i im się przeciwstawiałam, ale w końcu uległam, Tak ładnie prosili...no cóż, nie ważne. Chodząc tak po mieście i popijając naszą ulubioną kawę mijaliśmy tyle świetnych sklepów. Z każdą wystawą razem z Mel chciałyśmy do nich wejść i zacząć szukanie czegoś w naszym stylu, przymierzanie itp. Niestety nie mogłyśmy. Cal nienawidzi zakupów. Obiecałyśmy, że w jego towarzystwie nie będziemy wchodzić do żadnego sklepu z ubraniami. Do dzisiaj się nam udało chociaż tą obietnice złożyłyśmy uhm 2 lata temu? Cholera, nie wiem jak nam się udało.
Byliśmy w centrum. Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy. Ciągle czułam na sobie wzrok bruneta, ale ignorowałam to.
- Tak w ogóle..świetnie wyglądasz w tej blond pasemce - nagle ni stąd ni zowoąd powiedziała Mel
- Hę? - spojrzał na nią zdezorientowany. - Ta uhm dzięki - uśmiechnął się.
Obie się cicho zaśmiałyśmy.
- Hm a tobie Ashley fajnie by było w...-zastanawiała się patrząc na mnie z lekko przymrużonymi oczami - w czerwonych, niebieskich albo blond - uśmiechnęła się i upiła łyk swojej kawy.
- O nie, nie, nie. Nie chcę być jak mój brat - roześmiałam się.
- Ale kiedyś mogłabyś spróbować, prawda? - powiedział z uśmiechem Calum, a ja na niego spojrzałam.
- Jasne, ale mój brat robi to już półtora roku. To pewnie uzależnia, wciąga. Pragniesz mieć co jakiś czas inny kolor włosów, a ja nie chciałabym stracić włosów w wieku 30 lat - wydęłam wargę.
- O mój Boże - powiedziała podekscytowana Melanie patrząc w zupełnie inną stronę.
Ja i Cal spojrzeliśmy na siebie pytająco i po chwili nasz wzrok zwrócił sie na nią.
- Ashley, patrz! - przyciągnęła mnie do siebie za rękę, a ja spojrzałam w tą samą stronę. Otworzyłam szerzej oczy. Co oczywiście zobaczyłyśmy? Piękne bluzki, sukienki i wszystko na wystawie w naszym ulubionym sklepie na rogu. Wszystko było wręcz idealne. To może wydawać się nieco dziwne, ale przysięgam, że inni mieliby to samo zdanie. Nigdzie nikt nie znajdzie podobnych rzeczy i w tak dobrej jakości. Spojrzałyśmy na Caluma błagalnym wzrokiem.
- Kobiety - wywrócił oczami i skinął głową w stronę lokalu znajdującego się w wieżowcu.
Pisnęłyśmy i pobiegłyśmy w stronę sklepu. Weszłyśmy do środka. Wnętrze było równie piękne jak i ubrania. Ściany pomalowane raz na brązowo, raz na beżowo. Światło nie było jakieś mocno jasne, w sam raz, padające z kryształowego żyrandola. Dookoła były wieszaki, manekiny itp. na których widniały przecudne ubrania. Na środku sklepu na beżowym niedużym dywanie z frędzlami stały dwa brązowe nowoczesne fotele i szklany stolik na którym oczywiście leżały jakieś kolorowe czasopisma. Od razu po wejściu do sklepu ruszyłyśmy na poszukiwania rzeczy z wystawy natykając się na inne piękne ubrania.
- Hej Ashley - podbiegła do mnie Mel z śliczną sukienką - to by ci pasowało - posłała mi uśmiech, a ja spojrzałam na kreację.
Sukienka była rozkloszowana do kolan, biała, na ramiączkach. Na dole miała siateczkę, która była jakby posypana srebrnym i złotym brokatem. W pasie i na dekolcie miała złote ćwieki. Była śliczna. Sięgnęłam dłonią po metkę i odwróciłam na drugą stronę. Od razu posmutniałam.
- Za droga - westchnęłam.
- Ale przymierzyć zawsze można - Mel wcisnęła mi ją w dłonie i zaprowadziła do przymierzalni. - Ja pójdę po Cal'a.
Weszłam do pierwszej lepszej przymierzalni, zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam sukienkę. Przejrzałam się w lustrze.
- Ashley? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Tutaj - wychyliłam głowę zza zasłony. Spojrzała na mnie i od razu podeszła z chłopakiem do mnie. Wyszłam z przymierzalni ukazując im się w całości.
- Boże, wyglądasz perfekcyjnie! - pisnęła blondynka tak, że prawie wszyscy będący w środku odwrócili wzrok na nią.
- Nie tak głośno Mel - uciszyłam ją - i uhm dziękuję.
- Calum, co sądzisz? - uniosła głowę, żeby zerknąć na twarz bruneta, a on uśmiechnął się szeroko.
- Wyglądasz cudowne - powiedział dalej lustrując mnie wzrokiem. Troszkę zawstydzona wróciłam do przymierzalni przebrać się w swoje ciuchy. Kiedy wyszłam, odwiesiłam sukienkę na wieszak.
- To teraz ja idę przymierzyć wszystko, a wy cenicie - oznajmiła radośnie i poszła.
Nagle Calum zaciągnął mnie do przymierzalni obok zasłaniając kurtynę.
- Wracajmy już - jęknął cicho błagalnie.
- Jeszcze chwila, dasz radę.
- Nie, nie dam Ashley - wydął wargę - ale w sumie trochę nie żałuję, wyglądałaś ślicznie i seksownie w tej sukience - szepnął kładąc mi rękę na biodrze i przybliżył się do mnie.
- Uhm dziękuję, ale to nie czas i miejsce na takie czułości - odepchnęłam go leciutko.
- A może jednak? - przybliżył się jeszcze bardziej patrząc mi w oczy i zbliżając wargi do moich.
Przerwała nam Melanie mówiąc, że za chwilkę się nam pokaże. W duchu cieszyłam się. Puścił mnie a ja wyszłam z przymierzalni czekając, aż przyjaciółka pokaże się w tym co znalazła. Chłopak wyszedł za mną zaciskając dłonie w pięści. Widać było, że był zdenerwowany iż nasza słodka Mel mu przerwała. Po chwili wyszła prezentując się w cudnej sukience rozkloszowanej, czerwonej w kratę.



godzina 15:18


Od dwóch godzin byłam w domu. W ostateczności żadna z nas nic nie kupiła. Pozostały czas spędziliśmy miło i na chwilę zapomnieliśmy z Cal'em o zdarzeniu w przymierzalni. Od mojego powrotu do domu ciągle pisałam z Luke'iem. Dzisiaj w większości czasu rozmawialiśmy o tym jak fajnie byłoby się spotkać, że on też bardzo by tego chciał i takie tam. Jednym słowem: aw. Aktualnie nie pisaliśmy, ponieważ musiał kończyć. Ja ciągle zastanawiałam się czy zapytać Michael'a o wyjazd do Sydney. Dalej nie za bardzo chciałam mu mówić po co, ale chęć spotkania internetowego przyjaciela (myślę, że już mogłam go tak nazwać. Był dla mnie przyjacielem, mogłam mu zaufać, pisać o wszystkim i o niczym i jakoś nigdy się nie nudziłam) była silniejsza. Och, no proszę, o wilku mowa. Usłyszałam dobiegający z kuchni śpiewa brata. Jego głos był inny, bardzo mi się podobał i lubiłam jak mi śpiewał w dzieciństwie kołysanki. W sumie dalej lubię jak mi śpiewa, ale oczywiście jakieś normalne piosenki. Cholera, on powinien się zgłosić do X Factora. Ciągle moje myśli zasypywało to czy mam zapytać Mike'a czy nie. Zdecydowałam. Wstałam z łóżka chowając telefon do kieszeni, wyszłam z mojego małego pokoju i powoli zeszłam po schodach. Zanim weszłam do kuchni stałam chwilkę za ścianą myśląc co mu powiem. Ashley, dasz radę. Weszłam do pomieszczenia.
- Hej mała - powiedział Mike krojąc cebulę. Na jego twarzy widziałam uśmiech.
- Hej duży - roześmiałam się i usiadłam przy stole - było cie słychać, aż na górze, nie myślałeś o tym, żeby pójść do X Factora? -  spytałam całkiem poważnie patrząc na niego.
- Nie za bardzo - zaśmiał się - stamtąd pochodzą sami słabi wykonawcy i zespoły.
- Nie, dlaczego? - uniosłam lekko brwi - One Direction tam byli i są teraz znani na caluteńkim świecie - uśmiechnęłam się.
Chłopak znów się zaśmiał.
- Uhm Mikey - zaczęłam.
- Hm? - mruknął nie spoglądając na mnie.
- Moglibyśmy pogadać? - spytałam niepewnie.
- Jasne - przerwał swoją robotę, wytarł ręce i odwrócił się w moją stronę - słucham.
- No bo...pomyślałam, że jak będę miała jakieś, um. ferie, długi weekend czy coś...może moglibyśmy pojechać do Sydney?
Uniósł brew.
- A co cię tak nagle ciągnie do Sydney? Bo wiesz...przecież to kawał drogi, zwariuję z tobą tyle godzin w jednym samochodzie.
Wywróciłam oczami.
- Prędzej ja z tobą. Po prostu bardzo podoba mi się to miasto i od zawsze chciałam tam pojechać.
- Ashley, nie wiem. Nie wiem czy damy radę, okay?
- Okay.. - westchnęłam.
- Nie mogę ci dzisiaj odpowiedzieć, ale pomyślę, nie smuć się, proszę - przykucnął przy moich nogach i chwycił moje dłonie, a ja się lekko uśmiechnęłam mając parę łez w oczach.
- Ej słońce, nie płacz - posmutniał.
- To przez tą twoją cebulę - zaśmiałam się i wytarłam oczy.
Nagle usłyszałam "Fancy". Moją ulubioną piosenkę Iggy, którą miałam na dzwonku. Czyli ktoś dzwoni. Wyjęłam telefon z kieszeni
- Halo? - odezwałam się.
- Ashley, jest źle... - usłyszałam zdenerwowany głos Calum'a po drugiej stronie.


Dam, dam, dam 6 rozdział, yay x jak zwykle krótki i może troszkę nudny. Przepraszaaam, ale jesteśmy coraz bliżej tych ciekawszych i mejbi pełniejszych akcji rozdziałów, więc cieszmy się! Mam nadzieję, że komuś się podoba :) Jak widać mamy nowy wygląd bloga. Bardzo dziękuję kochanej Justysi aka
@szejlil , że mi pomogła.
Powstały również kolejne 3 rp, Mikey, Cal i Ashton. Jejku, dziękuję wam. Linki do ich profili znajdziecie w zakładce ROLE - PLAYERS no i zakładkę"Aktywność" zmieniłam na "KONTAKT" Miłej nocy misie x


czytasz = komentujesz

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 5

15 Listopad, 18:27

Byłyśmy już u Cal'a dobre pół godziny i nic a nic nie zrobiliśmy. Siedziałam z Mel w jego pokoju, gdy on kończył coś przygotowywać. Powiedział, że to jakaś niespodzianka. Oczywiście, ten inteligentny człowiek za pewne zostawił wszystko na później i dlatego musiałyśmy czekać.
- Okay, możecie wrócić do salonu! - krzyknął z dołu Calum.
Tak! W końcu! Alleluja!
Poszłyśmy z Melanie tam, gdzie był nasz przyjaciel i to co zobaczyłyśmy było po prostu cudowne. Na podłodze przed telewizorem był zrobiony "namiot" z kocyków, a w środku poduszki, jeden duży koc dla nas i jakaś mała lampka, która wszystko ślicznie oświetlała. Po prostu wow.
- Cal, czy aby na pewno zaprosiłeś odpowiednie osoby? Może miałeś zaprosić jakąś dziewczynę, hm? - spytała Mel unosząc brew.
Chłopak zaśmiał się cicho.
- Oh kurcze, no tak, przepraszam... pomyliłem was dwie z taką jedną dziewczyną - skrzywił się na co blondynka wywróciła oczami.
Co prawda chyba zadałabym podobne pytanie...to było bardziej romantyczne niż takie... dla przyjaciół. Nie to, że mi to nie pasuje. Chłopak przygotował to specjalnie dla nas i to było słodkie oraz kochane.
- To jak, który film? - pokazał nam trzy filmy, każdy innego gatunku. - Ja wybrałbym horror. Jakbyście się bały mogłybyście się do mnie przytulić - puścił nam oczko, a my z Mel tylko spojrzałyśmy się na siebie.
- Niech ci będzie - powiedziałam, a on wskazał ręką na "namiot". Obie weszłyśmy do środka i ułożyłyśmy się wygodnie po dwóch stronach, Calum włączył film, a następnie położył się po środku. Zaczęło się. Wszyscy oglądaliśmy w skupieniu. Kiedy była straszna scena, obie przytuliłyśmy się mocno do chłopaka. Szczerze mówiąc musiało to trochę wyglądać jakbyśmy obie były jego dziewczynami, jakbyśmy żyli w trójkącie... Ashley, stop. O czym ty w ogóle myślisz.
W końcu po godzinie, może półtorej horror dobiegł końca. Nareszcie.
- No to co teraz? - spojrzał najpierw na Mel, a później na mnie.
Czułam jak mnie obejmuje, a jego ręka zjeżdżała coraz niżej, aż za nisko. Zabrałam ją.
- Jeszcze raz tak zrobisz to zagramy w grę "wywal Calum'a przez okno". Komu się uda ten wygrywa. - uśmiechnęłam się. Melanie zaśmiała się pod nosem, a brunet wydął swoją dolną wargę i przeczesał włosy palcami.
Kolejne godziny wyglądały mniej więcej tak: pizza, kolejny film, znów jedzenie, granie w gry oraz rozmawianie o wszystkim i o niczym. I tak do godziny 23:47. Siedzieliśmy wszyscy na łóżku w kolejności Cal, ja i Melanie. Mieliśmy miskę z popcornem, który został i śmialiśmy się ze wszystkiego na przykład z naszych wspólnych wspomnień. Ah, to były czasy.
- Dobra, nie wiem jak wy, ale ja jestem cholernie zmęczona - powiedziała blondynka, ziewnęła i wstała z łóżka. - Zaraz wracam. - oznajmiła i poszła do łazienki biorąc swoje rzeczy. Zostałam sama z brunetem. Dalej wspominaliśmy jak na przykład kiedyś wepchnął mnie do jeziora, bo zepsułam mu fryzurę, albo kiedy niechcący zamiast posłodzić to posoliłam mu herbatę. Mieliśmy wiele zabawnych wspomnień i było z czego się śmiać. Nagle ni stąd ni zowąd, rzucił we mnie popcornem.
- Ej! A to za co? - spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem.
- Za to, że jesteś taka ładna. - zaśmiał się i powtórzył ruch. Zaśmiałam się cicho i zrobiłam to samo, wzięłam trochę popcornu i sypnęłam w chłopaka. Zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Rozpętaliśmy coś typu wojny popcornowej. Sypaliśmy nim w siebie nawzajem, śmialiśmy się i szturchaliśmy. Popchnęłam go lekko, żeby się położył, a on w ostatniej chwili złapał mnie, że położyłam się na nim. Uspokoiliśmy się trochę i spojrzałam na jego twarz. Nasze oczy spotkały się i patrzyliśmy przez chwilę tak na siebie. Kącik jego ust uniósł się lekko do góry. Zaczął delikatnie przybliżać swoją twarz do mojej jednak ja odsunęłam się i usiadłam normalnie. W tym momencie do pokoju wkroczyła Melanie, w swojej super słodkiej piżamce w pandy.
- Ludzie, co mnie ominęło? Byliście tak głośno, że sąsiedzi na pewno was słyszeli i...o mój Boże, dlaczego popcorn wala się po całym pokoju?
Oboje z Calum'em zaśmialiśmy się.
- Wiesz przy wspominaniu rozpętała się mała wojna. - odparłam, a dziewczyna pokiwała tylko głową ze zrozumieniem. Wszyscy mieliśmy spać na podłodze. Każdy miał swoje miejsce w innej części pokoju. Melanie położyła się na swoim, a ja poprosiłam o ręcznik, ponieważ chciałam się jeszcze umyć mimo, że było późno. Praktycznie cała byłam w tłustym i słonym popcornie, więc wypadało wziąć prysznic. Kiedy dostałam od Calum'a ręcznik, wzięłam swoją torbę z rzeczami i skierowałam się do łazienki zamykając drzwi. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę, a ciepły strumień cieczy spłynął na mnie sprawiając, że miałam lekkie dreszcze. Wzięłam szybki prysznic i może po ok. 10 minutach wróciłam do pokoju. Oczywiści co zastałam? Śpiącego Cal'a na swoim miejscu, któremu najwidoczniej zabrakło siły na czekanie i wzięcie prysznica oraz słodko śpiącą Melanie.
Aż tak długo mnie nie było?
Uśmiechnęłam się patrząc na nich i położyłam się na swoim miejscu dokładnie przykrywając kołdrą. Wzięłam telefon i dopiero zobaczyłam sms'a od Luke'a sprzed paru godzin o treści "cześć, Ashley x".
Było już paręnaście minut po północy, ale co tam, odpisałam mu. Najwyżej mnie zabije za obudzenie go sms'em albo za to, że musiał tyle czekać. Napisałam krótką wiadomość.
"hej xoxo"
Położyłam telefon obok wyświetlaczem do góry i spojrzałam w sufit. Leżałam tak chwilę i ku mojemu zdziwieniu ekranik zaświecił się z powodu nowej wiadomości. Zwykle o tej porze spał, ale może dzisiaj zrobił jakiś wyjątek? Nie wiem. Wzięłam szybko telefon i odczytałam.
"widzę, że ktoś tu nie śpi x co tam?"
Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam.
"hah, wszystko w porządku, a u ciebie? x"
I tak rozpoczęła się nasza dzisiejsza rozmowa. Pisaliśmy o tym jak nam minął dzień, co robiliśmy itp. Chciał też, żebym opowiedziała mu trochę i Melanie i Calum'ie. Trwało to uhm do... która to godzina? Matko, do w pół do drugiej. No nieźle.
"uh chyba już pójdę spać.."
Odpisał.
"Okay"
Skojarzyło mi się to z książką "Gwiazd naszych wina", którą po prostu kocham. Odpisałam tym samym.
"Okay"
I znów odpisał "okay" tak samo potem ja i nagle...
"Może 'okay' będzie naszym zawsze?"
W tym momencie poczułam coś typu motylków w brzuchu  jednocześnie zdziwił mnie fakt, że zna tą książkę lub oglądał film. Głównie dziewczyny są miłośniczkami TFIOS, a tu proszę. Szeroko uśmiechnięta odpisałam "okay", a on...
"dobranoc ashley x"
"dobranoc luke x"


TAADAAAM! 5 rozdział! Wiem, że szybko. I tak, wiem, że miałam dodać po 5 komentarzach, ale jednak stwierdziłąm, że może po prostu będę dodawać bez tego aczkolwiek komentarze są mile widziane i czekam na każdą opinię na temat ff i rozdziałów x III PO PROSTU NIE WIERZĘ. POWSTAŁY 2 RP TEGO FF, JEJKU. DZIĘKUJĘ.
Tutaj ich usery:
@ashleyinterlove
@lukeinterloveff
Go follow!
Miłej nocki x

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 4

" jak to źle?:("
Odpisałam szybko i westchnęłam cichutko. Miałam nadzieję, że nic poważnego się nie stało... no cóż myliłam się. Odpowiedział mi po paru minutach.
"moja matka nie żyje..."
Zaszkliły mi się oczy. Nienawidzę kiedy inni cierpią, są smutni... i kiedy ktoś umiera. Zrobiło mi się cholernie smutno. Odpisałam mu.
"przykro mi..."
"ta" - odpowiedział.
Tak bardzo chciałam coś zrobić, żeby jego humor się polepszył, ale kompletnie nie wiedziałam co. Poza tym stracił najbliższą mu osobę, więc nie sądzę, że jakoś udało by mi się go rozweselić. Opowiadał mi kiedyś, że to była jedyna osoba, której mógł ufać, która mu pomagała i go rozumiała, a teraz odeszła... niestety taka kolej rzeczy.
"bardzo chciałabym cię teraz przytulić...ogólnie chciałabym cię przytulić"
Zanim wysłałam tą wiadomość chyba z 10 razy się zastanawiałam czy powinnam to napisać, nie wiedziałam jaka by była jego reakcja.
Brr...brr..brr
SMS.
"ja ciebie też"
Szczerze mówiąc po tej wiadomości zrobiło mi się... um... lżej? Ucieszyło mnie to.
"musimy się kiedyś spotkać:("
"też tak myślę ;)"
W tej chwili uśmiechnęłam się. Zapomniałam o całej tej sprawie w szkole i myślałam jak byłoby fajnie gdybyśmy się spotkali. Szczerze... bardzo go polubiłam, nikt mnie nie rozumiał tak jak on i z nikim nie mam tak dobrego kontaktu, no oprócz Melanie. Z nią też się świetnie dogaduję. Szkoda, że nie wiem jak wygląda. Bardzo byłam tego ciekawa, ale przecież nie będę prosić go o zdjęcie. Z zamyślenia wyrwał mnie nowy sms.
"tak w ogóle...co u ciebie?"
Momentalnie wszystkie dobre myśli zniknęły, a w mojej głowie pojawił się obraz dzisiejszego zdarzenia. Westchnęłam. I co ja mam mu napisać? Z jednej strony czułam, że mogę mu wszystko powiedzieć i nie chciałam kłamać a z drugiej...trochę się tego wstydziłam. Co prawda nie doszło do niczego, ale cóż. W końcu mu odpisałam.
"nie za dobrze, nie pytaj"
"uhm to coś poważnego?" - odpisał.
"raczej nie"
1 minuta, 2 minuty, 3 minuty...
"to dobrze x"
Po chwili przyszła kolejna wiadomość.
"naprawdę chciałabyś się ze mną spotkać? przytulić?"
Odpisałam.
"Uhm no tak"
"jejku to kochane..też bym chciał.."
Uśmiechnęłam się do ekranu telefonu.
"może uhm... przyjedziesz? albo ja przyjadę?"
Wysłałam wiadomość, a dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam...jak ja to sobie wyobrażam. On w Sydney a ja w Melbourne...to jest kawałek drogi nawet spory...a oboje mamy dopiero po 16-17 lat...głupia Ashley.
Kiedy poczułam wibracje telefonu i już miałam odpisać do pokoju wparował Michael.
- Młoda, jesteś głodna?
- Nie - odparłam krótko czytając sms'a od Luke'a.
Uniósł brew.
- Melanie?
- Nie - powtórzyłam dalej patrząc na ekran i odpisując.
- Calum? - zgadywał dalej z im mogę pisać.
- Nie - znów odparłam to samo i zerknęłam na niego.
- Awwww, moja siostrzyczka ma chłopaka! - pisnął radośnie i usiadł obok mnie na łóżku, a ja wywróciłam oczami.
- Nie mam chłopaka - spojrzałam na brata.
- Dobrze, rozumiem. Wstydzisz się przyznać... ale przekaż mu, że jak cię skrzywdzi to go przejadę czołgiem, rozstrzelam, a zwłoki pozostawię dla pożarcia zwierzętom i robalom...
Zaśmiałam się.
- Spokojnie, nie mam chłopaka i nikogo nie mam na oku - uśmiechnęłam się.
- Oh no dobrze niech ci będzie.
- Um, Mikey..-zaczęłam.
- Tak? - zerknął na mnie.
Chciałam go zapytać czy byłaby możliwość pojechania do Sydney w wakacje, ale zrezygnowałam, nie chciałam mu podawać powodu... znaczy... na razie.
- Jaki następny kolor będą miały twoje włosy? - oboje się zaśmialiśmy.
- Oh, walnę sobie tęcze na głowie, bo czemu nie - uśmiechnął się szeroko. - Idź spać - zmierzwił mi włosy.
- Jeszcze raz tak zrobisz, a cię zabiję - pogroziłam mu palcem, a on się tylko roześmiał.
- Dobranoc, księżniczko - pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju.
Odpisałam na ostatniego sms'a i czekałam na odpowiedź. 5 minut. 10 minut. 20 minut. Dalej nie otrzymałam wiadomości od Luke'a. Spojrzałam na zegarek. 22:53.
- Pewnie śpi - pomyślałam i westchnęłam cicho. Wstałam, poszłam się umyć oraz przebrać w piżamę, a następnie wróciłam do łóżka i po jakimś czasie zasnęłam.


15 Listopad, Środa, godzina 14:09

Ja, Mel i Cal byliśmy już po lekcjach. Wracaliśmy właśnie do swoich domów, a że wszyscy mieszkamy blisko siebie mogliśmy razem wracać.
- To co laski, może dzisiaj zrobimy sobie taki wieczór jak kiedyś? Filmy, gry, rozmowy na wszystkie tematy? - zaproponował uśmiechnięty Calum. - Znaczy wiecie...wszystkie tematy oprócz tych babskich... o chłopkach, stanikach i Bóg wie czym.
Obie z Mel zaczęłyśmy się śmiać.
- Możesz być spokojny, jeżeli już to będziemy o tym rozmawiać podczas twojej nieobecności lub kiedy będziesz spać - zapewniłam go.
Chłopak roześmiał się. Melanie uśmiechnęła się.
- To co Ashley, wchodzimy w to? - blondynka spojrzała na mnie.
- No jasne! Nawet nie wiecie jak mi tego brakowało. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Czekajcie...a co ze szkołą? - spytała Mel.
- Wagary - chłopak wzruszył ramionami. - Chyba raz w życiu można, no nie? - uśmiechnął się.
Zgodziłyśmy się z nim. Każde z nas wróciło do swojego domu. Po godzinie 18 byliśmy już wszyscy u Cal'a.


Yasss, mamy rozdział 4! BARDZO, ALE TO BARDZO CHCIAŁAM PRZEPROSIĆ, ŻE DOPIERO TERAZ :( Mam nadzieję, że mi wybaczycie, nie zrezygnowałam z tego ff, mam nadzieję, że uda mi się napisać do końca według mojego pomysłu i że więcej osób zacznie czytać. Ogółem moje rozdziały nie będą długie, sorrey. Ale myślę, że może się spodobają.
No i jakby pojawiły się jakiekolwiek błędy to też przepraszam misie.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeżeli będzie min. 5 komentarzy będę mogła dodać kolejny. Błagam, piszecie co sądzicie. Love ya, Caroline